Wielu narzeka na naszą służbę zdrowia ale to co się dzieje kiedy występujesz po EKUZ przechodzi ludzkie pojęcie!

Moja dziewczyna pochodzi z Wadowic, mieszkając na Śląsku trafialiśmy na dużo problemów (jeszcze jak studiowała), włącznie z odmową pomocy medycznej (odmowa wypisania antybiotyku na ostrą grypę) ponieważ nie była tutaj zapisana, jeździliśmy od szpitala do przychodni i tak przez 2 dni... W końcu udało się ją przepisać tutaj czyli na Śląsk gdzie mieszkamy, co znaczyło, że jak pojedzie w rodzinne strony to nie będzie mogła skorzystać z pomocy lekarza ogólnego. Taka wspaniała jest nasza służba zdrowia.

Przepisać się pomiędzy placówkami można bezpłatnie 2x w roku, potem płacimy już 100 zł. W związku z tym na wakacje jak była dłużej w domu nie mogła chorować. Gdyby przygód było mało, na koniec roku zamknęła się stara placówka w Wadowicach gdzie Kasia, moja dziewczyna była zapisana, nastąpiło automatyczne przepisanie do innej placówki w Wadowicach (nie ważne, że ze starej była już wypisana i w tym czasie chodziła tutaj w Katowicach) przepisali z automatu. Dowiedzieliśmy się o tym w momencie kiedy chciała ponownie skorzystać z pomocy lekarza, potem się dziwić, że ludzie mają dosyć służby zdrowia... Więc ponownie przepisaliśmy ją do tego samego lekarza w Katowicach, czyli drugi raz - co znaczyło, że gdyby chciała zmienić potem, to tylko już odpłatnie mogło by to być możliwe.

Wracając do EKUZ aby mieć świadczenia medyczne za granicą potrzeba takiej karty, czyli trzeba wejść na stronę NFZ i wypełnić wniosek, polecam on-line. Następnie udać się do najbliższej wojewódzkiej placówki do której się należy. Gdy to doczytałem już wiedziałem, Kasia będzie miała problem - ona ma takie szczęście do NFZ. Ale trudno, wypełniamy wniosek dwa razy (raz aby wysłali na dowolny adres a raz z odbiorem osobiście, na wszelki wypadek bierzemy też pusty wniosek). Jedziemy do najbliższego WO NFZ. Wchodzimy, wybieramy numerek i czekamy... Na pewno będą problemy, pewnie nie będzie można tego złożyć tutaj bo Kasia należy do Małopolskiego oddziału... Jest numerek Kasi, jest mój - każdy idzie załatwić swoją kartę.

Siadam, pytam czy potrzeba jakiegoś dokumentu tożsamości, Pan odpowiada: nie trzeba, dziękuję. Pan rzucił okiem na mój wniosek i wpisał coś na komputerze. Następnie poprosił aby się podpisać na drugiej stronie mojego wniosku i... daje mi kartę. Ja w szoku: ale że już, wszystko? Odpowiada: Tak. Odchodzę z boksu i idę do Kasi, która stoi z taką samą rozdziawioną i szczęśliwą miną patrząc na swoją kartę. Wszystko trwało łącznie 10 minut - da się? Da!